23 stycznia 2017

IM 12: Kwestia moralności

Od Autorki: Ferie to ten magiczny czas, gdy łamiesz postanowienia... Nie mogłam się powstrzymać, więc macie kolejny rozdział. Jak zazwyczaj pisałabym i pisała tu sporo, tak dziś nie przynudzam i po prostu zachęcam do podarowania mi 5 min swojego życia i pozytywny oddźwięk :)

Itharinna
            Alistair, nadal trzymając miecz w ręku, powoli zaczyna okrążać leżącego na podłodze przeciwnika. Po około czterech okrążeniach zatrzymuje się na wysokości jego klatki piersiowej, ponownie dokłada miecz do gardła i z nieukrywaną złością i pogardą cedzi przez zaciśnięte żeby:
            - Mam ochotę cię dobić, sukinsynie, ale najpierw chyba pokusiłbym się o tortury. Nie jestem sadystą, lecz śmierć w męczarniach należy się każdemu, kto dopuścił się zbrodni prowadzącej do straty tysiąca. Końca powolnego i bolesnego. Bolesna jak strata ukochanych, których opłakiwały rodziny. Przez całe życie miałem nadzieję na nawiązanie braterskiej relacji z bratem, a ty mi ją odebrałeś. Lecz żadne męki nie spłacą tak wielkiego długu liczonego w duszach. Zapytam z łaski, czy masz jeszcze coś na swoją obronę?
            Loghain nic nie odpowiada, tylko wpatruje się w twarz blondyna. Po chwili zastanowienia mocniej chwyta ledwo trzymany w dłoni miecz…
            - Kurwa, Alistair!  – wyrywa mi się niepotrzebnie. Było mało realne, aby ten cios mógł poważnie zaszkodzić przyszłemu władcy, jednak nie należy zbytnie lekceważyć byłego już regenta. Na szczęście Strażnik dokładnie w tym samym czasie gwałtownie uderza ostrzem o miecz czarnowłosego. Broń z brzękiem ląduje około trzech metrów dalej.
            - Chciałem tylko się podnieść, idioto.
            - Nie masz po co. Od razu byś padł. Na dobre. Snem wieczystym – Ali mówi z wyższością. – Więc jak chcesz gadać, to gadaj, a może to nie będą twoje ostatnie słowa.
            - Więc nie wystarczy ci pozbawienie honoru przeciwnika? Pragniesz z niego zrobić ofiarnego baranka, żądając krwawej ofiary? Nie masz honoru? Chcesz zabić przeciwnika bez broni? -  Loghain próbuje drwić, lecz Alistair stoi nieugięty. – Chcę powiedzieć tylko jedno: nie doceniałem zarówno ciebie jak i Itharinny. Myślałem, że jesteście tylko dziećmi, nieuświadomionymi o okrucieństwie wojny. Myliłem się. Doskonale wiecie, co ona przynosi i w ogóle nie macie zamiaru bawić się w nią niczym w świetną zabawę, z zasadami wymyślonymi przez was i, na z góry, wygranej pozycji – milknie, powoli przekręca się na bok i niezdarnie pomagając sobie zbolałymi rękami, podnosi się do pozycji przypominającej klęczenie podczas gorliwej modlitwy. Sapnąwszy ze trzy razy z wysiłku, prostuje się w plecach i mówi – Zdaję sobie sprawę, że nie zmienię twojej decyzji. Zginę tu i teraz, płacąc za swoje winy. Pozwól mi tylko pożegnać się z moją córką i kończ waść, wstydu oszczędź.

Anora      
Przez cały ten czas stoję nieruchomo, nie mogąc nawet drgnąć palcem. Wszystkie nerwy i mięśnie mam napięte do granic możliwości, a serce bije przyspieszonym rytmem. Jeszcze nigdy nie czekałam z takim napięciem na koniec potyczki między ojcem, a jego przeciwnikiem. Może to dlatego, że jeszcze nigdy walka tak bardzo nie decydowała o jego dalszych losach. 
Alistair unosi rękę jak do cięcia i trwa tak przez kilka sekund, w czasie których moje serce zaczyna szaleć do granic możliwości, a ja cudem odzyskuję kontrolę nad kończynami. Na wpół nieświadoma gwałtownie zrywam się z miejsca. 
- Chyba mi tego nie zrobisz! Nie możesz zabić mi ojca! Tylko on mi został, a ty jedyny wiesz, co to znaczy brak rodziców! W końcu się bez nich wychowywałeś! Nie możesz być takim tyranem! Nie tak się umawialiśmy! - krzyczę, hardo, w obronnym geście stając pomiędzy ojcem i przyszłym mężem. Mam ochotę bić go pięściami, ale się powstrzymuję, bo resztki racjonalnego myślenia i rozsądek podpowiadają mi, że dla moich dłoni skończyłoby to się opuchlizną i szaro-sinym kolorem. - W ogóle kimże ty jesteś, aby decydować o czyimś życiu? Bez względu na winy, nikt nie zasługuje na śmierć z rąk bliźniego, dokonującego subiektywnego osądu. Żaden człowiek nie powinien decydować o czyimś życiu, bez względu na popełnione przez nią zbrodnie. Tak może zrobić tylko Stwórca!
- Odsuń się, Anoro. Ciebie nie chcę skrzywdzić – warczy z niecierpliwością. 
- Najpierw musisz zabić mnie, a potem dopiero jego. Będę go chronić, pomimo jego win. To mój ojciec. Wiedz też, że gdy to zrobisz, zerwiesz umowę, a ja zwyciężę.
W tym momencie podbiega Itharinna, chwyta nadgarstek Strażnika i z niepowodzeniem próbuje wyszarpać mu miecz, trzymany z zaskakującą siłą. 
- Alistair, opanuj się do jasnej cholery! Co w ciebie wstąpiło?! – wrzeszczy mu wprost do ucha.
- Jego kapitulacja mi nie wystarczy.
- No chyba sobie żartujesz! – oponuję.
- Itharinna, przez niego zginęli ludzie i tego nie zaprzeczysz. Musi ponieść karę za wszystkie czyny!
- Jego śmierć nic nie zmieni, nawet, gdybyśmy bardzo tego chcieli i błagali Stwórcę o cud. On może się przydać.
- Ale…
- Ona ma rację – do rozmowy wtrąca się milczący do tej pory Riordan. – Niech przejdzie Rytuał Dołączenia. Mało mamy w Fereldenie Strażników.
- Ale on może nas zdradzić w każdym momencie! – burzy się Alistair.
- Nie zaprzeczysz, że w obecnej sytuacji potrzebujemy każdej pary rąk zdolnej do walki, niezależnie od rasy, pozycji społecznej, czy umiejętności. A co do umiejętności, to niewątpliwie ten człowiek ma ich dużo. W końcu nie bez powodu ma rangę generała.
- Ale Riordan! On zdradził kraj, nie poszczególne osoby, lecz całą ludność Fereldenu! Na dodatek tchórzliwie obarczył winą Szarych Strażników… Torturował ludzi, w tym ciebie – akcentuje. – Chyba nie chcesz puścić mu tego płazem? – Alistair argumentuje, machając rękoma na podkreślenie wagi wypowiedzi. 
- Tak, ale Arcydemon nie zabije się sam. Czasem trzeba pocierpieć nie tylko fizycznie, aby uratować istnienie wielu. A przecież to jest jedno z głównych celów Straży: ratowanie niewinnych i bezbronnych przed pomiotami. – Strażnik wzdycha. – Nie nam decydować o jego losie. Niech zadecyduje Itharinna.

Itharinna
            Nagle wszystkie oczy skierowały się na mnie. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale nie wiedzieć czemu, poczułam się nieswojo. A może to ciężar decyzji, który na mnie zrzucono? Osobiście mam ochotę go zabić z czystej nienawiści, ale… Niestety Riordan ma rację. Jest nas zbyt mało, a zwycięstwo Loghaina pod rzeką Dan nadal pamiętają tysiące, gdyż udowodnił, jak potężny posiada umysł stratega. Anora…. Ona wypowiedziała chowającą się gdzieś we mnie, pod warstwą emocji, myśl. Kim jesteśmy, by sądzić siebie wyrokiem ostatecznym? Na pewno nie bogami. Coś mi podpowiada, że to kolejny wybór między racjami serca i umysłu. I jeszcze ta cała umowa.Co zrobi Anora, gdybyśmy się jednak z niej nie wywiązali? Jakie miałoby to konsekwencje dla Fereldenu i końca Plagi? 
            Po tej chwili niezbyt głębokiego zamyślenia w panującej, napełnionej napięciem ciszy, podejmuję chyba najlepszą decyzję. 
            - Ma pięćdziesięcioprocentową szansę. Zostawmy to losowi. Riordanie, flakonik.
- Oszalałaś!
- Nie, Ali. 
- To mnie powstrzymaj.
Spoglądam na Wiedźmę z Głuszy.
- Na życzenie. Morrigan, paraliż.
- Z przyjemnością.
Jeden ruch, a Alistair zastyga tak, jak stał.


Loghain
Itharinna podchodzi do mnie, otwierając flakonik. Zdejmuję prawą rękawicę i z drżeniem rąk, biorę go od niej. Unoszę na wysokość linii oczu, oglądam pod światło. Nieprzezroczysty, potrząsam, gęsty, przypomina skoagulowaną jadem węża krew. Podstawiam pod nos i wącham. Dziwny, krwisty a zarazem słodkawy zapach powoduje, że zaczynam się dławić, toteż szybko odsuwam fiolkę. Moje zachowanie może wydawać się dziwne, ale coś mi mówi, że wolę wiedzieć, od czego mogę zginąć lub też co na zawsze wypaczy moje ciało.
Stwórco, jaki los mi szykujesz? Spotkamy się dziś? W czasie walki z pomiotami i Arcydemonem?  A może za te kilkanaście lat, kiedy to umrę ze starości?
Unoszę ampułkę do ust.
- Ojcze, zaczekaj! Nie musisz tego robić.
- Muszę, Anoro. Trzeba pokornie przyjąć los, który nas spotka. Niezależnie od tego, czy nam sprzyja, czy nie. Miejmy nadzieję, że Stwórca pozwoli mi jeszcze żyć a jeśli nie, to niech nad tobą czuwa. 
            Łykam zawartość buteleczki i szybko połykam, nie chcąc mieć za długiego kontaktu z gorzką, cierpką cieczą, która przechodząc przez gardło, wywołuje wstrząs obrzydzenia. Płyn szybko się wchłania powodując ostry ból. Pojawiają mi się mroczki przed oczyma. Osuwam się na podłogę… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz