29 maja 2017

IM 13: Decyzja zapadła

Obrazek jak zwykle wykonała cudowna:
Lisu's Works and Craft
Od Autorki: Poniżej zamieściłam małą poprawkę z ostatniego rozdziału, bo pomyślałam, że tak będzie bardziej spójnie. A teraz, dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, rozdziału nie było tak długo, gdyż totalnie byłam skupiona na nauce, a w czasie odpoczynku nie chciało mi się już myśleć nad fabułą, która sama z siebie nie chciała przyjść. Nie wiem, kiedy teraz pojawi się kolejny rozdział, ale coś na pewno się pojawi do czytania, bo mam pomysł na jakieś opowiadanie w realnym świecie (tak, w końcu!) Czekam na wasze opinie. Miłego czytania, Miski! J  <3
(Błędy niebawem zostaną poprawione, jeśli są.) 

Poprawione: Coś mi podpowiada, że to kolejny wybór między racjami serca i umysłu. I jeszcze ta cała umowa.Co zrobi Anora, gdybyśmy się jednak z niej nie wywiązali? Jakie miałoby to konsekwencje dla Fereldenu i końca Plagi?








Alistair
            Wiem, że jakiekolwiek działania i myśli, aby coś zrobić, nic nie pomogą, lecz mimo to, wkładam wszystkie pozostałe po walce siły, aby przerwać ten cholerny czar, którego, na szczęście, doświadczałem bardzo rzadko. Wytężam umysł i stanowczo nakazuję mięśniom się poruszyć, jednak moje wysiłki na nic się nie zdają. Nadal czuję dziwny ucisk w klatce piersiowej, która pomimo braku widocznych ruchów, ciągle je wykonuje. Nadal mogę napinać mięśnie, ale nie mogę nimi poruszać. Nadal czuję ból w uszkodzonym ramieniu. Nerwy przez cały czas przewodzą impulsy, wszystkie zmysły odbierają bodźce z otoczenia. Stwórco, kiedy to się skończy?
W momencie, gdy pierwsza kropla spływa do gardła mężczyzny, pozostaje mi tylko modlić się do Stwórcy o jego śmierć. Stwórco, błagam, ty jeden tylko wiesz, ile zła na świecie spowodowała ta gnida, niech zdycha, w boleściach zżerany przez jad. Powtarzam w myślach i nagle coś sobie uświadamiam. Co zrobi Anora, gdy Loghain nie przeżyje Dołączenia? Zerwie naszą umowę o ślubie? Siłą zmusi kapłankę, aby ją koronowała? Co zrobi ze mną? Co ważniejsze, co zrobi z krajem? Wewnątrz mnie nagle zaczyna narastać dziwne napięcie, lęk. Obawy o Ferelden, kraj od pokoleń należący do rodu Theirinów. To że Cailan nie był zbyt dobrym władcą nie znaczy, że ja nim nie będę. W tym momencie coś się we mnie odblokowało, pewna myśl, która cały czas krążyła w mojej podświadomości. Bałem się królowania, bo wiedziałem, że on sobie nie radził, ale to przecież nie znaczy, że ja nie dam sobie rady. Ona nie może rządzić sama. Nie ufam jej, kolejnemu graczowi w grze o dominacje. Nie pozwolę zrujnować kraju.
Rozmyślania przerywa mi Eamon:
- Szalę życia byłego regenta właśnie waży los. Po zakończeniu Zjazdu zobaczymy, na którą stronę się przechyli. A teraz, straże! Weźcie Loghaina do najbliższej komnaty i połóżcie na łóżku. Jeden z was niech czeka przed drzwiami. – Straże podnoszą mężczyznę i wygodnie go wziąwszy, kierują się w stronę wyjścia. - Riordanie, idź z nimi. Będziesz tam bardziej potrzebny, gdy Loghain odzyska przytomność. Gdyby miał jakieś pytania, a ta wiedza byłaby istotna na tą chwilę, to mu odpowiedz. Resztę objaśnicie mu później.
            - Tak jest, arlu.
            Riordan ukłonił się i dogonił strażników.
       W momencie, gdy przekraczają próg drzwi, z tylu, w okolicach szyji, niczym mrówki przebiegają mnie krótkie, szybkie dreszcze. Powoli biegną wzdłuż rdzenia kręgowego i rozchodzą się po całym ciele. Ostatni dreszcz rzuca mną na podłogę.
            - Na Andrastę, na reszcie – wyjękuję, podnosząc się i patrzę na Anorę, która wyciąga prawą rękę, jakby chciała zatrzymać wychodzących, jakby wahała się przed pozostaniem, a pobiegnięciem za ojcem. Gdy po chwili kieruje wzrok na mnie, rzucam jej pełne pogardy i nienawiści spojrzenie. Warczę tylko pod nosem i podbiegam do czekającej w napięciu Itharinny. Mocnym szarpnięciem w ramię, które aż ją krótko, gwałtownie odrzuca do tylu, zmuszam ją do spojrzenia mi w twarz. - Co to ma znaczyć! To niemal jak zdrada! – wymachuję uszkodzoną ręką i syczę z bólu. – Cholerny pies, nieźle mi ją poharatał – wtrącam, zdejmując obie rękawice, a następnie łapiąc się za poranione miejsce. – Złamana… ale to nie ważne! Naszym celem było ukaranie go za winy – kontynuuję -  a nie dawanie drugiej szansy, na którą nie zasługuje żaden zdrajca narodu! Przecież walka w zastępach Szarej Straży to zaszczyt! Powinien już dawno wąchać kwiatki od spodu, a nie oczekiwać na cholerną łaskę Stwórcy! 
            - Wiesz, że tak trzeba dla dobra kraju, Alistairze. Jest nas w nim tylko trzech. Poza tym, teraz nic już nie zrobisz – oponuje, krzyżując ręce na piersiach.
            - Ale potem mogę – patrzę na nią spode łba. – Mam nadzieję, że to paskudztwo wyżera mu właśnie naczynia wieńcowe. Oby jego serce szybko przestało bić. Chociaż nie wiem, jak kamień był zdolny do wykonywania tylu życiodajnych uderzeń – milknę i wśród szmerów poruszonej dość mocnymi, z czego zdaję sobie sprawę, słowami, szlachty dodaję z lekkim oburzeniem. - Tego się po tobie nie spodziewałem.
            - Tego? – pyta zdziwiona.
            - On jak żaden inny wróg powinien umrzeć.
            - Wierz mi lub nie, ale brałam pod uwagę opcję kary ostatecznej, ale, Ali, nie możemy zapomnieć o umowie. Pamiętaj, tak trzeba, tak musimy zrobić – mówi Itha, której kąciki ust niespodziewanie zaczynają delikatnie drżeć. Odchrząkuje i kontynuuje ciszej. – Nie sądziłam, że ty niejako też dasz się zamroczyć żądzy. Nie poddawaj się zemście, Ali. Widziałeś na własne oczy. Ona tylko sieje zamęt i zło. Ogarnij się, chcesz zmieniać już ustalone rzeczy? Co się zmieniło? 
            Do wymiany zdań wtrąca się Eamon:
- Mówię to z ciężkim sercem, ale ona niestety ma rację. Nie możemy nie docenić umiejętności Mac Tira. Przyda się nawet po Pladze…
- Ale Eamonie… - przerywam i wzdycham z rezygnacją mocno zaciskając pięść. – Na razie dam sobie z tym spokój, ale jedno jest pewne. Gdy ten drań dołączy do drużyny, już nigdy nie zobaczysz mnie na oczy, a po mojej koronacji tak czy inaczej dopadnie go sprawiedliwość.

Itharinna
            Patrzę na niego zdziwiona. Odejdzie z drużyny? To tak jakby nie zależało mu już na pokonaniu Plagi. Czyżby miał jeszcze nadzieję na inny obrót sprawy na Zjeździe? Może liczył na to, że szlachta zaoponuje takiej decyzji i skarze Loghaina na śmierć? W zasadzie gdzieś w najodleglejszych zakamarkach moich oczekiwań też na to liczyłam, ale… Sama nie wiem. Co stałoby się dalej w kwestii królowania, która nadal nie została poruszona, ale jestem pewna, że w takich okolicznościach definitywnie zakończyłaby się wypełnieniem umowy. Nie ma szans, by Ali sam rządził krajem, bo widmo wojny domowej w obecnej sytuacji przeraża chyba każdego tu zgromadzonego, nawet samą potencjalną jej sprawczynię, czyli Anorą, która przerywa moje myśli:
            - Nie sądziłam, że z ciebie taki egoista, Alistairze. Dostarczyłeś sobie teraz tylko kolejnego powodu, dlaczego sam nie powinieneś rządzić krajem. Przekładanie własnych pragnień nad potrzeby kraju to niezbyt dobrze widziana cecha u króla, wiesz? – pyta zaczepnie.  
- Bycie suką też nikomu nie przynosi korzyści równie dobrze, jak nie popłaca darowanie życia ludziom wprowadzającym zamęt.
- Anoro, Alistairze jako przewodniczący tego Zjazdu, proponuję wam natychmiastowe przerwanie tej bezsensownej kłótni i przejście do bardziej istotnej kwestii, którą właśnie  poruszyliście – karci ich Eamon. Oboje nieprzychylnie na niego spoglądają, ale zaprzestają, dając tym samym znak, żeby kontynuował. - Szanowni możni, proszę o uwagę – krzyknął Eamon, gdyż niektórzy ze zgromadzonych szeptali między sobą. – Chciałbym teraz przejść do kolejnej ważnej sprawy jaką jest posadzenie na tronie Fereldenu nowego, godnego monarszego tytułu władcy. Będąc w przekonaniu o trudności tego wyboru, w stosunkowo bliskim czasie Alistair, potomek Theirinów oraz Anora, żona zmarłego króla Cailana, niech mu Stwórca błogosławi, zawarli wspomnianą już dziś umowę, którą chcemy przedstawić wam do rozpatrzenia – Eamon spauzował na chwilę. – Umowa stanowi iż Anora i Alistair w najbliższym, sprzyjającym tego typu zdarzeniom czasie, połączą się więzłam małżeńskim i razem zasiądą na tronie i będą rządzić Fereldenem. Pytam, dla pewności. Czy nadal obie ze stron podtrzymują tą umowę? Żadne z was nie chce jej zerwać?
            - Podtrzymuję. Ten kraj potrzebuje kogoś rozsądnego na tronie, kto będzie przemawiał do rozumu ślepemu dziecku – odpowiada stanowczo Anora.
            - A czy mam jakieś wyjście? Wiecznie ktoś mną kontrolował, więc czemu by tego nie pociągnąć dalej? Przecież to wymarzone życie dla każdego – ironizuje.
            - Drodzy zgromadzeni. Skoro obie strony, mimo wszystko, podtrzymują postanowienie, to czy wszyscy zgadzacie się na połączenie tych dwóch rodów?
            Wśród tłumu pojawiły się potwierdzające szmery i okrzyki. Zapewnienia, że pewnie król Marick i Cailan nie mieliby nic przeciwko temu. Niektórzy wyraźnie pokazali sceptyzm na swoich twarzach, lecz nic się nie odzywali, co można potraktować jako brak sprzeciwu.
            - A zatem, Rada Możnych podjęła decyzję.
            - Co, ale jak to!? – Alistair wykrzyknął jakby był zaskoczony całą sytuacją, co troszkę mnie zdziwiło.
            - Wiedziałam, że jesteś idiotą, ale żeby aż takim? – niespodziewanie odzywa się Morrigan. - Czyżby dopiero teraz do ciebie dotarło, co się  wokół ciebie dzieje? To nawet ja nie sądziłam, że jesteś aż tak tępy – kończy z wyższością.
            - Eh, a ja myślałem, że psy w naszej drużynie są wychowane… Najwidoczniej się po ludzku pomyliłem i suki trzeba jeszcze wytresować.
            - Na elfickich bogów, nawet dziś nie możecie wytrzymać bez tych bezsensownych i bezwartościowych docinek? – pytam zirytowana.
Jeszcze tylko tego brakuje, aby się skompromitował przed całą szlachtą. Jasne, do najbystrzejszych nie należy, to było jednym z powodów, dla których go pokochałam, był w tym na pewien sposób słodki, ale nie przesadzajmy. Nie możemy wywoływać sytuacji, w której szlachta uzna, że jest mniej rozgarnięty niż w rzeczywistości.
            - Właśnie – odzywa się Wynne. – Morrigan, jestem pewna, że Alistair miał na myśli coś innego, lecz nie było dane mu dokończyć, prawda? – znacząco patrzy na Strażnika. 
            - Tak, Wynne. Chodziło mi o to, że mamy do pokonania Plagę. Nie mogę tak od razu zasiąść na tronie. Jestem też Szarym Strażnikiem, a to zobowiązuje do walki przeciwko Arcydemonowi.
- Co? Czyli odwidziało ci się już gniewanie na mnie? – pytam zaskoczona, bez zastanowienia. Na szczęście, prawie na równi ze mną, z tłumu pada bardziej ciekawe pytanie: 
- Co to ma oznaczać?
- To zapewne oznacza – do rozmowy włącza się Teagan – że najrozsądniej będzie, aby na razie sama Anora zajęła się sprawami królestwa, a Alistair, wraz z Itharinną i Riordanem, stawią czoła Pladze. Prawda?
- Tak, dokładnie to miałem na myśli, Teaganie – odpowiada spokojnie i zwraca się do Anory. – Anoro, zajmiesz się wszystkim?
- Oczywiście, to nie problem, gdyż za rządów Cailana robiłam to codziennie.
- Dobrze, a zatem…
- Jeszcze chwilka, Eamonie – Ali przerywa mu. – Chciałbym jeszcze oficjalnie coś ogłosić. Ta oto Szara Strażniczka, Itharinna Mahariel, od dziś zostaje mianowana dowódczynią królewskiej straży. Zgadzasz się?
Pewnie na moim obliczu zagościł grymas zdziwienia, toteż szybko staram się przyjąć normalny wyraz twarzy. Nie wiem, czy cokolwiek z tego wyszło, gdyż tego raczej nikt z nas się nie spodziewał. Wyrzekał się królowania przez tak długo, pewnie jeszcze przez bardzo długi czas nie będzie mu to w smak, a tu nagle panowanie zaczyna od ustanowienia mnie komendantką. I… Na boginię Sylaise, przecież to oznacza, że będziemy się praktycznie non stop widywać. A przecież…
- Itharinno, coś nie tak? – Leliana wyrywa mnie z zamyślenia i tajemniczo patrzy mi w oczy, jakby, o zgrozo, domyślała się, o czym myślę w tej chwili. Złodziejka jest niezła w zgadywanie i domysły, twierdzi, że Stwórca część z nich mówi jej w myślach, ale nie możliwe, żeby aż tak. – Wszyscy czekają na twoją odpowiedź. Chociaż nie ma żadnych przeszkód, więc pewnie się zgodzisz… - kończy dość niepewnie.
- Owszem, nie ma – odpowiadam powoli, składając ukłon wdzięczności w stronę Alistaira. - To będzie dla mnie zaszczyt, królu.  
- A zatem dokończymy to razem.
Eamon spogląda na Alego, a ten tylko kiwa głową, na znak, że to wszystko co chciał powiedzieć.
- Zjazd uważam za zakończony. Przygotujcie swoje wojska do wymarszu, bo przyda się każdy miecz i każdy łuk! Odważnie stawmy czoła Pladze i ją pokonajmy!  
Rozbrzmiały okrzyki gotowości do walki, po czym wszyscy zaczęli opuszczać salę narad.. My cierpliwie czekamy, aż wszyscy wyjdą i będziemy mogli w spokoju opuścić pomieszczenie i udać się, by omówić Zjazd w mniejszym gronie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz