![]() |
| Obrazek jak zwykle wykonała cudowna: Lisu's Works and Craft |
(Błędy niebawem zostaną poprawione, jeśli są.)
Poprawione: Coś mi podpowiada, że to kolejny wybór między racjami serca i
umysłu. I jeszcze ta cała umowa.Co zrobi Anora, gdybyśmy się jednak z niej nie
wywiązali? Jakie miałoby to konsekwencje dla Fereldenu i końca Plagi?
Alistair
Wiem, że jakiekolwiek działania i
myśli, aby coś zrobić, nic nie pomogą, lecz mimo to, wkładam wszystkie
pozostałe po walce siły, aby przerwać ten cholerny czar, którego, na szczęście,
doświadczałem bardzo rzadko. Wytężam umysł i stanowczo nakazuję mięśniom się
poruszyć, jednak moje wysiłki na nic się nie zdają. Nadal czuję dziwny ucisk w
klatce piersiowej, która pomimo braku widocznych ruchów, ciągle je wykonuje. Nadal mogę napinać mięśnie, ale nie mogę nimi poruszać.
Nadal czuję ból w uszkodzonym ramieniu. Nerwy przez cały czas przewodzą
impulsy, wszystkie zmysły odbierają bodźce z otoczenia. Stwórco, kiedy to się skończy?
W momencie, gdy pierwsza kropla spływa
do gardła mężczyzny, pozostaje mi tylko modlić się do Stwórcy o jego śmierć. Stwórco, błagam, ty jeden tylko wiesz, ile
zła na świecie spowodowała ta gnida, niech zdycha, w boleściach zżerany przez
jad. Powtarzam w myślach i nagle coś sobie uświadamiam. Co zrobi Anora, gdy Loghain nie przeżyje
Dołączenia? Zerwie naszą umowę o ślubie? Siłą zmusi kapłankę, aby ją koronowała? Co zrobi ze mną? Co ważniejsze,
co zrobi z krajem? Wewnątrz mnie nagle zaczyna narastać dziwne napięcie,
lęk. Obawy o Ferelden, kraj od pokoleń należący do rodu Theirinów. To że Cailan
nie był zbyt dobrym władcą nie znaczy, że ja nim nie będę. W tym momencie coś
się we mnie odblokowało, pewna myśl, która cały czas krążyła w mojej
podświadomości. Bałem się królowania, bo wiedziałem, że on sobie nie radził,
ale to przecież nie znaczy, że ja nie dam sobie rady. Ona nie może rządzić sama.
Nie ufam jej, kolejnemu graczowi w grze o dominacje. Nie pozwolę zrujnować
kraju.
Rozmyślania przerywa mi Eamon:
- Szalę życia byłego regenta właśnie
waży los. Po zakończeniu Zjazdu zobaczymy, na którą stronę się przechyli. A
teraz, straże! Weźcie Loghaina do najbliższej komnaty i połóżcie na łóżku.
Jeden z was niech czeka przed drzwiami. – Straże podnoszą mężczyznę i wygodnie
go wziąwszy, kierują się w stronę wyjścia. - Riordanie, idź z nimi. Będziesz
tam bardziej potrzebny, gdy Loghain odzyska przytomność. Gdyby miał jakieś
pytania, a ta wiedza byłaby istotna na tą chwilę, to mu odpowiedz. Resztę
objaśnicie mu później.
- Tak jest, arlu.
Riordan ukłonił się i dogonił
strażników.
W momencie, gdy przekraczają próg
drzwi, z tylu, w okolicach szyji, niczym mrówki przebiegają mnie krótkie,
szybkie dreszcze. Powoli biegną wzdłuż rdzenia kręgowego i rozchodzą się po
całym ciele. Ostatni dreszcz rzuca mną na podłogę.
- Na Andrastę, na reszcie – wyjękuję, podnosząc się i patrzę na Anorę, która wyciąga prawą rękę, jakby chciała
zatrzymać wychodzących, jakby wahała się przed pozostaniem, a pobiegnięciem za
ojcem. Gdy po chwili kieruje wzrok na mnie, rzucam jej pełne pogardy i
nienawiści spojrzenie. Warczę tylko pod nosem i podbiegam do czekającej w
napięciu Itharinny. Mocnym szarpnięciem w ramię, które aż ją krótko, gwałtownie
odrzuca do tylu, zmuszam ją do spojrzenia mi w twarz. - Co to ma znaczyć! To
niemal jak zdrada! – wymachuję uszkodzoną ręką i syczę z bólu. – Cholerny pies,
nieźle mi ją poharatał – wtrącam, zdejmując obie rękawice, a następnie łapiąc
się za poranione miejsce. – Złamana… ale to nie ważne! Naszym celem było
ukaranie go za winy – kontynuuję - a nie
dawanie drugiej szansy, na którą nie zasługuje żaden zdrajca narodu! Przecież
walka w zastępach Szarej Straży to zaszczyt! Powinien już dawno wąchać kwiatki
od spodu, a nie oczekiwać na cholerną łaskę Stwórcy!
- Wiesz, że tak trzeba dla dobra
kraju, Alistairze. Jest nas w nim tylko trzech. Poza tym, teraz nic już nie
zrobisz – oponuje, krzyżując ręce na piersiach.
- Ale potem mogę – patrzę na nią
spode łba. – Mam nadzieję, że to paskudztwo wyżera mu właśnie naczynia wieńcowe.
Oby jego serce szybko przestało bić. Chociaż nie wiem, jak kamień był zdolny do
wykonywania tylu życiodajnych uderzeń – milknę i wśród szmerów poruszonej dość
mocnymi, z czego zdaję sobie sprawę, słowami, szlachty dodaję z lekkim
oburzeniem. - Tego się po tobie nie spodziewałem.
- Tego? – pyta zdziwiona.
- On jak żaden inny wróg powinien
umrzeć.
- Wierz mi lub nie, ale brałam pod
uwagę opcję kary ostatecznej, ale, Ali, nie możemy zapomnieć o umowie.
Pamiętaj, tak trzeba, tak musimy zrobić – mówi Itha, której kąciki ust
niespodziewanie zaczynają delikatnie drżeć. Odchrząkuje i kontynuuje ciszej. – Nie sądziłam,
że ty niejako też dasz się zamroczyć żądzy. Nie poddawaj się zemście, Ali.
Widziałeś na własne oczy. Ona tylko sieje zamęt i zło. Ogarnij się, chcesz
zmieniać już ustalone rzeczy? Co się zmieniło?
Do wymiany zdań wtrąca się Eamon:
- Mówię to z ciężkim sercem, ale ona
niestety ma rację. Nie możemy nie docenić umiejętności Mac Tira. Przyda się
nawet po Pladze…
- Ale Eamonie… - przerywam i wzdycham z
rezygnacją mocno zaciskając pięść. – Na razie dam sobie z tym spokój, ale jedno
jest pewne. Gdy ten drań dołączy do drużyny, już nigdy nie zobaczysz mnie na
oczy, a po mojej koronacji tak czy inaczej dopadnie go sprawiedliwość.
Itharinna
Patrzę na niego zdziwiona. Odejdzie
z drużyny? To tak jakby nie zależało mu już na pokonaniu Plagi. Czyżby miał
jeszcze nadzieję na inny obrót sprawy na Zjeździe? Może liczył na to, że
szlachta zaoponuje takiej decyzji i skarze Loghaina na śmierć? W zasadzie
gdzieś w najodleglejszych zakamarkach moich oczekiwań też na to liczyłam, ale…
Sama nie wiem. Co stałoby się dalej w kwestii królowania, która nadal nie
została poruszona, ale jestem pewna, że w takich okolicznościach definitywnie
zakończyłaby się wypełnieniem umowy. Nie ma szans, by Ali sam rządził krajem,
bo widmo wojny domowej w obecnej sytuacji przeraża chyba każdego tu
zgromadzonego, nawet samą potencjalną jej sprawczynię, czyli Anorą, która
przerywa moje myśli:
- Nie sądziłam, że z ciebie taki
egoista, Alistairze. Dostarczyłeś sobie teraz tylko kolejnego powodu, dlaczego
sam nie powinieneś rządzić krajem. Przekładanie własnych pragnień nad potrzeby
kraju to niezbyt dobrze widziana cecha u króla, wiesz? – pyta zaczepnie.
- Bycie suką też nikomu nie przynosi
korzyści równie dobrze, jak nie popłaca darowanie życia ludziom wprowadzającym
zamęt.
- Anoro, Alistairze jako przewodniczący
tego Zjazdu, proponuję wam natychmiastowe przerwanie tej bezsensownej kłótni i
przejście do bardziej istotnej kwestii, którą właśnie poruszyliście – karci ich Eamon. Oboje
nieprzychylnie na niego spoglądają, ale zaprzestają, dając tym samym znak, żeby
kontynuował. - Szanowni możni, proszę o uwagę – krzyknął Eamon, gdyż niektórzy
ze zgromadzonych szeptali między sobą. – Chciałbym teraz przejść do
kolejnej ważnej sprawy jaką jest posadzenie na tronie Fereldenu nowego, godnego
monarszego tytułu władcy. Będąc w przekonaniu o trudności tego wyboru, w
stosunkowo bliskim czasie Alistair, potomek Theirinów oraz Anora, żona zmarłego
króla Cailana, niech mu Stwórca błogosławi, zawarli wspomnianą już dziś umowę,
którą chcemy przedstawić wam do rozpatrzenia – Eamon spauzował na chwilę. –
Umowa stanowi iż Anora i Alistair w najbliższym, sprzyjającym tego typu
zdarzeniom czasie, połączą się więzłam małżeńskim i razem zasiądą na tronie i
będą rządzić Fereldenem. Pytam, dla pewności. Czy nadal obie ze stron
podtrzymują tą umowę? Żadne z was nie chce jej zerwać?
- Podtrzymuję. Ten kraj potrzebuje
kogoś rozsądnego na tronie, kto będzie przemawiał do rozumu ślepemu dziecku –
odpowiada stanowczo Anora.
- A czy mam jakieś wyjście? Wiecznie
ktoś mną kontrolował, więc czemu by tego nie pociągnąć dalej? Przecież to
wymarzone życie dla każdego – ironizuje.
- Drodzy zgromadzeni. Skoro obie
strony, mimo wszystko, podtrzymują postanowienie, to czy wszyscy zgadzacie się
na połączenie tych dwóch rodów?
Wśród tłumu pojawiły się
potwierdzające szmery i okrzyki. Zapewnienia, że pewnie król Marick i Cailan
nie mieliby nic przeciwko temu. Niektórzy wyraźnie pokazali sceptyzm na swoich
twarzach, lecz nic się nie odzywali, co można potraktować jako brak sprzeciwu.
- A zatem, Rada Możnych podjęła
decyzję.
- Co, ale jak to!? – Alistair
wykrzyknął jakby był zaskoczony całą sytuacją, co troszkę mnie zdziwiło.
- Wiedziałam, że jesteś idiotą, ale
żeby aż takim? – niespodziewanie odzywa się Morrigan. - Czyżby dopiero teraz do
ciebie dotarło, co się wokół ciebie
dzieje? To nawet ja nie sądziłam, że jesteś aż tak tępy – kończy z wyższością.
- Eh, a ja myślałem, że psy w
naszej drużynie są wychowane… Najwidoczniej się po ludzku pomyliłem i suki
trzeba jeszcze wytresować.
- Na elfickich bogów, nawet dziś nie
możecie wytrzymać bez tych bezsensownych i bezwartościowych docinek? – pytam
zirytowana.
Jeszcze tylko tego brakuje, aby się skompromitował przed
całą szlachtą. Jasne, do najbystrzejszych nie należy, to było jednym z powodów,
dla których go pokochałam, był w tym na pewien sposób słodki, ale nie
przesadzajmy. Nie możemy wywoływać sytuacji, w której
szlachta uzna, że jest mniej rozgarnięty niż w rzeczywistości.
- Właśnie – odzywa się Wynne. –
Morrigan, jestem pewna, że Alistair miał na myśli coś innego, lecz nie było
dane mu dokończyć, prawda? – znacząco patrzy na Strażnika.
- Tak, Wynne. Chodziło mi o to, że
mamy do pokonania Plagę. Nie mogę tak od razu zasiąść na tronie. Jestem też
Szarym Strażnikiem, a to zobowiązuje do walki przeciwko Arcydemonowi.
- Co? Czyli odwidziało ci się już
gniewanie na mnie? – pytam zaskoczona, bez zastanowienia. Na szczęście, prawie
na równi ze mną, z tłumu pada bardziej ciekawe pytanie:
- Co to ma oznaczać?
- To zapewne oznacza – do rozmowy włącza
się Teagan – że najrozsądniej będzie, aby na razie sama Anora zajęła się sprawami
królestwa, a Alistair, wraz z Itharinną i Riordanem, stawią czoła Pladze. Prawda?
- Tak, dokładnie to miałem na myśli,
Teaganie – odpowiada spokojnie i zwraca się do Anory. – Anoro, zajmiesz się
wszystkim?
- Oczywiście, to nie problem, gdyż za
rządów Cailana robiłam to codziennie.
- Dobrze, a zatem…
- Jeszcze chwilka, Eamonie – Ali
przerywa mu. – Chciałbym jeszcze oficjalnie coś ogłosić. Ta oto Szara
Strażniczka, Itharinna Mahariel, od dziś zostaje mianowana dowódczynią
królewskiej straży. Zgadzasz się?
Pewnie na moim obliczu zagościł grymas
zdziwienia, toteż szybko staram się przyjąć normalny wyraz twarzy. Nie wiem,
czy cokolwiek z tego wyszło, gdyż tego raczej nikt z nas się nie spodziewał.
Wyrzekał się królowania przez tak długo, pewnie jeszcze przez bardzo długi czas
nie będzie mu to w smak, a tu nagle panowanie zaczyna od ustanowienia mnie
komendantką. I… Na boginię Sylaise, przecież to oznacza, że będziemy się
praktycznie non stop widywać. A przecież…
- Itharinno, coś nie tak? – Leliana
wyrywa mnie z zamyślenia i tajemniczo patrzy mi w oczy, jakby, o zgrozo,
domyślała się, o czym myślę w tej chwili. Złodziejka jest niezła w zgadywanie i
domysły, twierdzi, że Stwórca część z nich mówi jej w myślach, ale nie możliwe,
żeby aż tak. – Wszyscy czekają na twoją odpowiedź. Chociaż nie ma żadnych
przeszkód, więc pewnie się zgodzisz… - kończy dość niepewnie.
- Owszem, nie ma – odpowiadam powoli,
składając ukłon wdzięczności w stronę Alistaira. - To będzie dla mnie zaszczyt,
królu.
- A zatem dokończymy to razem.
Eamon spogląda na Alego, a ten tylko
kiwa głową, na znak, że to wszystko co chciał powiedzieć.
- Zjazd uważam za zakończony. Przygotujcie swoje wojska do wymarszu, bo przyda się każdy miecz i każdy łuk! Odważnie stawmy czoła Pladze i ją pokonajmy!
Rozbrzmiały okrzyki gotowości do walki, po czym wszyscy zaczęli opuszczać salę narad.. My cierpliwie czekamy, aż wszyscy wyjdą i będziemy mogli w spokoju opuścić pomieszczenie i udać się, by omówić Zjazd w mniejszym gronie.
- Zjazd uważam za zakończony. Przygotujcie swoje wojska do wymarszu, bo przyda się każdy miecz i każdy łuk! Odważnie stawmy czoła Pladze i ją pokonajmy!
Rozbrzmiały okrzyki gotowości do walki, po czym wszyscy zaczęli opuszczać salę narad.. My cierpliwie czekamy, aż wszyscy wyjdą i będziemy mogli w spokoju opuścić pomieszczenie i udać się, by omówić Zjazd w mniejszym gronie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz