28 września 2015

IM 2 i 3: Dziwne zachowanie

Obrazek niestety jest niezbyt adekwatny do treści, 
ale to nie moja wina, że google nie wyszukuje mi 
czegoś tak prostego jak dogasający kominek ;)

Od Autorki: Muszę Wam powiedzieć, że dość trudno pisało mi się ten rozdział. Nie spodziewałam się, że postać Wynne może przynieść trochę kłopotów ;) Ale to nic w porównaniu do Zjazdu Możnych, na który trochę sobie poczekacie... 
Pozdrawiam ;) 

Edit: 09.06.2016 - kropki, przecinki, styl.











Itharinna
    Przytomnieję. Niebo jest dziwnie czerwone, jakby zabarwione krwią, burgundowa ziemia lekko błotnista
a drzewa przypominają ogromne, skamieniałe krzyżówki wrzeszczota, pająka i starej wiedźmy. Nie mam pojęcia co tu robię, ale jedno wiem na pewno – muszę stąd uciec i to jak najdalej. Kiedy zza pleców dobiega mnie przerażający wrzask, jakby człowieka, którego żywcem rozdzierali na pół, gwałtownie ruszam, nie patrząc, w którą stronę biegnę. Nie zwracam uwagi na cierniste krzaki, kałuże z wodą  przypominającą krew czy kolce raniące odkryte nogi i rozdzierające tiule ślubnej sukni. Pokaleczona, zmęczona niebotycznie długim biegiem i minimalnie okryta, docieram do głównej bramy w Denerin, gdzie roztacza się przerażający widok. Mnóstwo zakrwawionych, zmasakrowanych ciał leży koncentrycznie ułożonych względem postaci o jasnych włosach, ubranej w karacenową zbroję i trzymającej miecz w prawej dłoni. To przed nią uciekłam do lasu, choć nie znana mi jest osobowość mężczyzny. Teraz mnie dopadnie. Instynkt podpowiada, że to również ona jest źródłem owych wrzasków, które ucichły wraz z dotarciem tutaj. To się nie trzyma kupy. Zgubił mój ślad kilkadziesiąt minut temu, a mimo to dotarł tu dużo wcześniej ode mnie i pokonał ponad dwudziestu ludzi!
    Zbliża się, łapie mnie w objęcia, wyciąga sztylet i przykłada mi do piersi.
    - Jeśli to ci nie pasuje – zginiesz.
    Kiedy uświadamiam sobie tożsamość zabójcy i podejrzewam, kim są ofiary, budzę się z krzykiem.

Alistair
    - Nie! Nie! Dlaczego?! Dlaczego to robisz! Czemu ich zabiłeś! Zostaw mnie w spokoju!
    - Ithar? Co się dzieje? – pytam gwałtownie zbudzony krzykiem i szamotaniną dziewczyny, w samym środku nocy. – Uspokój się. To tylko sen. – Łapię ją za nadgarstki i unieruchamiam siadając okrakiem na wierzgających we wszystkie strony nogach.
    - Nie! Nie! Puszczaj mnie natychmiast i gadaj czemu ich zabiłeś! Co oni ci zrobili?!
    - Kogo zabiłem? Co zrobiłem? Itharinna, otrzeźwiej! To tylko sen. – Kiedy się trochę uspakaja, powracam na swoje miejsce.
    - Przepraszam, ale to było takie realne – siada tyłem do mnie, poprawiając suknię, która nieprzyzwoicie zsunęła się podczas przebudzenia. - Biegłam przez jakiś dziwny las. Nie wiadomo po co, dlaczego, ubrana w ślubną suknię, tylko po to, aby na końcu zobaczyć jak wokół ciebie leżą zabici przyjaciele i rodzina. Ty ich zabiłeś.
    - Andrasto! Nigdy czegoś takiego nie zrobię, bo niby czemu bym miał? – mówię, jakby na uspokojenie. Niestety, nie pomaga. - Nigdy nie miałaś koszmarów?
    - Nie…. W końcu musi być ten pierwszy raz i ty coś o tym wiesz – wypomina, z lekkim smutkiem. - Wspomnienia. Ciężko będzie o tym wszystkim zapomnieć...
    Pół roku temu, kiedy wędrowaliśmy Zachodnim Szlakiem, postanowiłem w końcu powiedzieć Ithar o moich uczuciach. Zabierałem się do tego od dłuższego czasu, jednak zawsze coś lub ktoś mi przeszkadzał. Okazja natrafiła się pewnego wieczoru w małej, dusznej, tłocznej i przesiąkniętej alkoholową wonią karczmie, która pomimo to sprawiała wrażenie przyjemnej i zadbanej. Zaprosiłem ją do stolika w najciemniejszym kącie i zacząłem bez sensu owijać w bawełnę, ale zamilknąłem, nie dochodząc do sedna sprawy. Inicjatywę przejęła Itharinna, która umiała czytać pomiędzy wersami. Wplotła delikatne palce w moje włosy, szepnęła: ,,Też cię kocham, głuptasie.” i obdarowała długim, namiętnym pocałunkiem. Nikt mnie jeszcze tak nie zaskoczył. Po pięciu minutach udaliśmy się do jej pokoju w poszukiwaniu  prywatności. Byłem zdziwiony, zmieszany, zaskoczony i zakłopotany jej dalszą propozycją, która zamieniła się w jedną z najwspanialszych nocy mego życia. 
   - Musisz mi wypominać?
   - Nie… Tak… Nie… Eh… Sama nie wiem. W życiu nie widziałam bardziej zakłopotanego faceta – wstaje. - Lepiej idź spać. Jutro… Dziś… Później musisz być w pełni sił.
    - A ja dawno nie widziałem jąkającej się ciebie. Coś nie tak?
    - Jak na ostatnie wydarzenia? To nie. Wszystko w porządku. – staje w drzwiach.
    - A, no tak. Tak właściwie to gdzie idziesz?
    - No… do siebie, oczywiście - zadziwia się lekko i wyszła.
    Oczywiste, a takie… nienaturalne. Przemyka mi myśl.
    Kiedy wychodzi, zamykając drzwi, postanawiam iść za radą i jeszcze się przespać. Niestety, sen dziewczyny uporczywie zaprząta mi myśli.  Nie powinienem się nim przejmować. Nie potrafię podnieść ręki na kogokolwiek z nich, a zdarzyło się wiele okazji, aby to zrobić.
    Aby się lepiej ułożyć, przekręcam się  na drugi bok. Przez te kilka miesięcy spędzonych razem, już dawno zapomniałam, jak to jest spać osobno. W prawdzie mamy oddzielne pokoje, ale zawsze wychodziło, że śpimy razem.

     Po kilku minutach zasypiam, dziwacznie zaplątany w kołdrę.

  Itharinna
    Stwierdzając, że zrobiłam się głodna, zmieniam kierunek na kuchnię, w której panuje przyjazny półmrok i resztki dziennej duchoty, towarzyszącej gotowaniu posiłków. Służba zawsze zostawia na stole nadające się do zjedzenia porcje po wieczornym posiłku, więc zawsze można coś przekąsić. Siadając z zimnymi resztkami kolacji i kuflem pitnego miodu,  zauważam Wynne, skuloną na podstarzałej, dużej, grubej i miękkiej poduszce w kącie koło przygasającego kominka.
    - Wynne? Co tu robisz? Jest środek nocy. Powinnaś spać – pytam, zatroskana wstając i zmierzając z posiłkiem  w jej kierunku.
    - Mogę cię spytać o to samo, dziecko – odpowiada jak zawsze spokojnym tonem staruszki, robiąc mi miejsce koło siebie.
    - Nic takiego. Zwykły koszmar. I głód – odpowiadam bezbarwnie, siadam i zaczynam powoli skubać ziemniaki z króliczymi udkami. - Mam nadzieję, że dobrze się czujesz. Ostatnio napędziłaś mi strachu. 
    - Dziecko, nie powinnaś się mną tak przejmować. To tylko zaburzenia snu. Starość nie radość. Poza tym wiesz, że już dawno powinnam być martwa. Żyję tylko dzięki Stwórcy, który postawił na mojej drodze ducha. Ale ten już wygasa. Nie ma siły, aby dalej dawać mi życie.
    - Tak, wiem coś o tym - wzdycham. Chyba czas komuś o tym powiedzieć. - Nigdy wam nie mówiłam, ale też powinnam od kilkunastu miesięcy wąchać kwiatki od spodu, zżarta przez chorobę. Lecz zjawił się Duncan i uratowało mnie Dołączenie.
    Kiedy staruszka nic nie mówi, na dobre zabieram się do posiłku. Po dziesięciu minutach odstawiam miskę na bok i opieram się o zimną, kamienną ścianę.
    - Jesteś dla mnie jak babcia, której nigdy nie miałam, bo zmarła dwa lata przed moimi narodzinami. Zawsze wysłuchasz, poradzisz, pocieszysz, wskażesz rozsądną drogę. Po prostu pozwolisz się wyżalić.
    - Zawsze sądziłam, że masz od tego miłość swojego życia.
    - To nie to samo. Są rzeczy, w których facet nie zrozumie kobiety. A miłości mojego życia już nie ma – informuję nad wyraz spokojnie i zaczynam opowiadać, co leży mi w tej chwili na sercu. – Już nie ma nas. Rozstaliśmy się... Tak będzie najlepiej dla Alistaira jako przyszłego władcy. Ta miłość nie mogła się szczęśliwie zakończyć, od momentu podjęcia decyzji umieszczenia go na tronie.
    Staruszka zmienia pozycję i przytula mnie do piersi matczynym, pocieszającym i przynoszącym ulgę w każdej sytuacji gestem. 
    - Moje zachowanie ostatnimi czasy nie jest normalne – mam nieodpartą ochotę komuś wyznać obawy. - Raz zimna jak lód i ostra jak brzytwa, drugi raz miła i ciepła, a trzeci płaczliwa jak noworodek. Huśtawka nastrojów? To do mnie niepodobne i wiem, że ty to wiesz, bo wszystkich bacznie obserwujesz.  
    - Faktycznie ostatnio zachowujesz się anormalnie. Na siłę można tłumaczyć to stresem i czekającą walką, ale… - przerywa nie wiedząc chyba jak ubrać w słowa wypowiedź albo nie chcąc się podzielić podejrzeniami, które zawsze wprost wypowiada.
    Wzdycham.
    Znowu niespodziewanie zmienia mi się nastrój i nie mam ochoty wysłuchiwać ewentualnych morałów staruszki.
    - Nie wiem, Wynne. Jeszcze do niedawna, by się uspokoić, chodziłam na polowania, czytałam, grałam na flecie. To jest normalne.
    - Dziecko, jesteś dla siebie za surowa.
    Nic nie odpowiadam. Odwracam się i przez kilka chwil wpatruję w lekko hipnotyzujący, pomarańczowy jak wiszące tuż nad horyzontem słońce, żar dogasającego kominka. Czarodziejka, ku mojemu zadowoleniu, nic nie mówi, toteż postanawiam zakończyć rozmowę.
    - Chyba już pójdę. Może uda mi się jeszcze na chwilę zmrużyć oko. W końcu muszę się wykazać mistrzowską perswazją o dziesiątej. Co prawda ustaliliśmy z Anorą kwestię ślubu, ale Loghain jeszcze o niczym nie wie. Ty też nie siedź za długo. Robi się chłodno. Dzięki za rozmowę – rzucam na odchodne. Wynne tylko się uśmiecha.
    Wstaję i zmierzam w stronę stołu, aby odłożyć miskę. Moją uwagę przyciągają wyśmienicie przygotowane kotlety. Eamon ma świetne kucharki, których potrawom nie sposób się oprzeć. Jak tak dalej pójdzie, to nie wcisnę się w moją elficką zbroję.  Już powoli widać fałdy tłuszczu we wcięciach talii.
    Biorę jednego na dopchanie i stwierdzam, że mam jeszcze miejsce na ogromne, soczyste jabłko i gruszkę, którą zaczynam gryźć.
    Idąc, mijam pokój Oghrena, Zeva i Stena, z którego dobiegają głośne pochrapywania krasnoluda. Nie mam pojęcia, jak antiviańczyk i qunari mogą to wytrzymać. Na dodatek, kiedy dwa dni temu szukałam Kruka, wchodząc do pokoju, pierwsze, co musiałam zrobić, to otworzyć zardzewiałe okno, bo przez odór ,,czystej, orzammarskiej gorzały” po sekundzie zrobiło mi się niedobrze.
    Po prawej stoi pokój Leliany, Morrigan i Wynne, z którego dobiegają zapachy kwiatowych perfum. Wchodząc, ewidentnie widać rękę bardki, która poprzestawiała i poukładała wszystko na styl orlezjański. Muszę przyznać, że ładnie jej to wyszło.
    Następny jest pokój Aliego i mój naprzeciwko. Wybrałam go z racji ładnego widoku na mały, ale piękny ogród rezydencji.
    W pokoju odkładam jabłko na szafkę i przebieram się w ulubioną, zwiewną koszulę nocną z półprzezroczystego materiału i delikatnej koronki, którą znaleźliśmy w skrzyni bandytów. Strasznie przypadła do gustu Aliemu. Siadam na fotelu i jem owoc. Skończywszy, rzucam ogryzek do najbliższej donicy z kwiatkiem i kładę na ogromne łoże, nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji. Brakuje mi nieustająco bijącego od Alistaira ciepła i jego opiekuńczego ramienia na plecach.

    Zasypiam na brzuchu po przytuleniu się do puchowych poduszek. 
  

5 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać kolejnych! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piszesz naprawdę dobrym i lekkim piórem, ale mam nadzieję, że spróbujesz napisać nową bardziej oryginalną historie w świecie DA ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz naprawdę dobrym i lekkim piórem, ale mam nadzieję, że spróbujesz napisać nową bardziej oryginalną historie w świecie DA ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam cię. Długo nie ma rozdziału, bo myślę nad oryginalnością :)

      Usuń