Decyzje, po której stronie się opowiedzieć, zawsze
są trudne. Czy wybiorę magów, czy Templariuszy zawsze będzie źle. Pogodzić obu
stron nie dam rady, choć nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg. Konklawe było
dobrym rozwiązaniem, które moglibyśmy powtórzyć. Niestety zajmuje za dużo czasu
i prawda jest smutna – wszystkie respektowane osobistości nie żyją.
Magowie to
moja klasa. Templariusze z pewnością nałożyliby mi mnóstwo ograniczeń. Wybór
powinien być łatwy, ale nie kiedy zależy od ciebie los całego świata.
Z takimi myślami postanowiłam się przejść do
pobliskiego lasu. Nasza Opiekunka twierdzi, że nie ma nic lepszego na twardy
orzech do zgryzienia jak przechadzka.
Po drodze staję widząc trenującego rekrutów Cullena i ćwiczących żołnierzy z oddziału.
- Nie zaszkodzi popatrzeć – mruczę, opierając się o
murek.
Po kilku minutach
stwierdzam, że nieźle im idzie. Nic dziwnego skoro mają cholernie dobrego
nauczyciela. Cięcia, bloki, piruety, młyńce i kontry wykonuje perfekcyjnie.
Jednym ruchem, z gracją, precyzją, szybkością i zwinnością potrafi powalić
przeciwnika na ziemię i dobić w sekundę. A to dopiero trening. Podejrzewam, że
oszczędza siły i nie demonstruje jej w całej okazałości.
Jakiś czas
później styl walki zmienia się, a część rekrutów odchodzi. Szybko pojmuje
dlaczego. Ruch odchylania tarczy do przodu znam aż za dobrze. Szkolenie
Templariuszy. Nie spodziewałam się po Cullenie takiej nienawiści do własnej
przynależności, że łamie podstawowe śluby. Nietypowy, ale dobry pomysł. Nigdy
nie wiadomo, co w życiu może się przydać.
- Nieźle walczy. – zagaja Żelazny Byk, opierając
się koło mnie.
- Jak bóg wojny w wirze walki…. – wypalam lekko
rozmarzona wywołując szczery gardłowy śmiech qunari – Nie błagam. Powiedz, że
właśnie tego nie powiedziałam. – rumienię się jęcząc z rezygnacją.
- Nie mówię. Pewnie nie wiesz, że stoisz tu dobrą
godzinę…
- Godzinę?!
- …I gapisz się tylko na komendanta z zachwytem na
twarzy. Jak chcesz wiedzieć to znam świetne miejsce na schadzkę.
- Nie, nie chcę. Zaraz… Co ty kombinujesz?
- Mam zamiar wyrwać pięknisia zanim sprzątniesz go
spod nosa. Ej, ej spokojnie żartowałem.
– zaczyna się cofać, widząc moją pięść celującą w szczękę. Niestety
refleks go zawodzi, a moja siła zaskakuje nas oboje. Słyszę tylko chrupnięcie
kości i kolejną porcję śmiechu Byka.
- Masz krzepę kobieto. Za drugim razem będę
ostrożniejszy. Nie chcę połamać ci więcej kości.
- Mi? Kości? – dopiero teraz czuję ból we
wskazującym i serdecznym placu. – To niesprawiedliwe. Chciałam ci złamać nos.
- Może następnym razem. Teraz lepiej idź do
aptekarza. Niech ci to mastawi i da jakies ziółka na złagodzenie bólu.
Idąc oczywiście nie umknęłam uwadze Solasa.
-Ellana? Co się stało?
-Walnęłam Byka w twarz. Ot co się stało. – nie wiedziałam, że mój glos zabarwi nuta
wściekłości.
- To dlaczego widzę cię, a nie jego?
- Bo ma stalowy kinol.
- Aż tak cię wkurzył? Nie dziwię się. – komentuje z
dezaprobatą, marszcząc nos.
- Nie. Ja tylko. Nieważne.

Hahahah, dobre :D
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ;3