5 stycznia 2016

Trening (DA:I)

Od Autorki: Spontaniczne wrzucenie czegoś starego :) 



Decyzje, po której stronie się opowiedzieć, zawsze są trudne. Czy wybiorę magów, czy Templariuszy zawsze będzie źle. Pogodzić obu stron nie dam rady, choć nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg. Konklawe było dobrym rozwiązaniem, które moglibyśmy powtórzyć. Niestety zajmuje za dużo czasu i prawda jest smutna – wszystkie respektowane osobistości nie żyją.
 Magowie to moja klasa. Templariusze z pewnością nałożyliby mi mnóstwo ograniczeń. Wybór powinien być łatwy, ale nie kiedy zależy od ciebie los całego świata.
Z takimi myślami postanowiłam się przejść do pobliskiego lasu. Nasza Opiekunka twierdzi, że nie ma nic lepszego na twardy orzech do zgryzienia jak przechadzka.
Po drodze staję widząc trenującego rekrutów  Cullena i ćwiczących żołnierzy z oddziału.
- Nie zaszkodzi popatrzeć – mruczę, opierając się o murek.
  Po kilku minutach stwierdzam, że nieźle im idzie. Nic dziwnego skoro mają cholernie dobrego nauczyciela. Cięcia, bloki, piruety, młyńce i kontry wykonuje perfekcyjnie. Jednym ruchem, z gracją, precyzją, szybkością i zwinnością potrafi powalić przeciwnika na ziemię i dobić w sekundę. A to dopiero trening. Podejrzewam, że oszczędza siły i nie demonstruje jej w całej okazałości.
                Jakiś czas później styl walki zmienia się, a część rekrutów odchodzi. Szybko pojmuje dlaczego. Ruch odchylania tarczy do przodu znam aż za dobrze. Szkolenie Templariuszy. Nie spodziewałam się po Cullenie takiej nienawiści do własnej przynależności, że łamie podstawowe śluby. Nietypowy, ale dobry pomysł. Nigdy nie wiadomo, co w życiu może się przydać.
- Nieźle walczy. – zagaja Żelazny Byk, opierając się koło mnie.
- Jak bóg wojny w wirze walki…. – wypalam lekko rozmarzona wywołując szczery gardłowy śmiech qunari – Nie błagam. Powiedz, że właśnie tego nie powiedziałam. – rumienię się jęcząc z rezygnacją.
- Nie mówię. Pewnie nie wiesz, że stoisz tu dobrą godzinę…
- Godzinę?!
- …I gapisz się tylko na komendanta z zachwytem na twarzy. Jak chcesz wiedzieć to znam świetne miejsce na schadzkę.
- Nie, nie chcę. Zaraz… Co ty kombinujesz?
- Mam zamiar wyrwać pięknisia zanim sprzątniesz go spod nosa. Ej, ej spokojnie żartowałem.  – zaczyna się cofać, widząc moją pięść celującą w szczękę. Niestety refleks go zawodzi, a moja siła zaskakuje nas oboje. Słyszę tylko chrupnięcie kości i kolejną porcję śmiechu Byka.
- Masz krzepę kobieto. Za drugim razem będę ostrożniejszy. Nie chcę połamać ci więcej kości.
- Mi? Kości? – dopiero teraz czuję ból we wskazującym i serdecznym placu. – To niesprawiedliwe. Chciałam ci złamać nos.
- Może następnym razem. Teraz lepiej idź do aptekarza. Niech ci to mastawi i da jakies ziółka na złagodzenie bólu.
Idąc oczywiście nie umknęłam uwadze Solasa.
-Ellana? Co się stało?
-Walnęłam Byka w twarz. Ot co się stało.  – nie wiedziałam, że mój glos zabarwi nuta wściekłości.
- To dlaczego widzę cię, a nie jego?
- Bo ma stalowy kinol.
- Aż tak cię wkurzył? Nie dziwię się. – komentuje z dezaprobatą, marszcząc nos.
- Nie. Ja tylko. Nieważne.


1 komentarz: