![]() |
| Lisu's Works and Craft |
PS: Strzeżcie się romantyzmu, o wszyscy, którzy to czytacie. :)
Alistair
Siedzę po turecku na łóżku, z książką na kolanach, rozmyślając
nad właśnie przeczytaną jedyną, prawdziwą historią mojego ojca, który był tak
właściwie kompletnym idiotą. Miał wspaniałą, kochającą kandydatkę na żonę pod
ręką, a uganiał się za elfią bardką. Ciekawe, ile kochanek jeszcze posiadał.
Książka jest dokładniejsza, ale zawiera dużo niejasnych elementów, jakby pisarz
nie do końca chciał wszystko zdradzić.
Dalsze myśli pędzą zawrotnie, wyobrażając sobie stanowczo za
dużo, kiedy do pokoju wkracza Teagan, po którego minie wnioskuję, że powinienem
się bać.
- Alistair, zrozum to wreszcie. Twój ojciec nie odzyskiwał
tronu, aby jego głupi syn zaprzepaścił krew Calenhada – zaczyna prosto z mostu.
Zapewne Eamon powiedział mu o naszej rozmowie, z której uratowała mnie
Itharinna.
- Nie widzisz tego, że ja się po prostu nie nadaję? Co ja wiem o
królowaniu, o dworze, o polityce? – marny argument, lecz zawsze jakiś.
- Cailan też nic nie wiedział, a królestwo nadal ma autonomię –
zaczyna ostro i dosadnie.- Uwierz w siebie, a będzie dobrze. Ithari, Eamon,
Izolda, twoi przyjaciele i nawet Morrigan wierzą w ciebie. Nie zostaniesz z tym
sam. Pomożemy ci, tylko błagam, walcz o swoje. Nie możesz tego tak zostawić. To
twój obowiązek wobec narodu. Wobec ojczyzny... I wobec ojca - dodaje.
- Idioty, nie ojca. – Zaczynam bawić się wciąż trzymaną książką.
- Anora to córka Loghaina. Po tym, co przeczytałem, nie uwierzę, że w tym całym
motłoku nie ma swoich zamiarów. Loghain ją więził, a zważywszy na to, że jest
jej ojcem, to coś tu nie gra. I nie możesz temu zaprzeczyć.
- Właśnie Anora - Teagan nagle robi się podejrzliwy. - Może to o
nią chodzi? Wiesz, że będziesz musiał porzucić Itharinnę i zostać jej mężem, bo
nie odpuści tronu. O to w tym wszystkim chodzi. Prawda?
- Tak, na tchnienie Stwórcy. Zgadłeś i co zadowolony? –
ogarnięty furią rzucam lekturą w róg pokoju. - Ja ją kocham, rozumiesz? Kocham!
Nie chce być takim dupkiem jak mój ojciec dla Rowan. Katriel, moja matka i kto
jeszcze? W końcu się okaże, że mam kolejnego przyrodniego brata czy siostrę.
Wspaniale! Myślisz, że to jest w porządku? Pomyśl, jak musiała czuć się twoja
siostra, kiedy podchodząc do namiotu, już wiedziała, co się kroi? Ja tak nie
chcę. Nie jestem w stanie zrezygnować z Ithari. Po śmierci Duncana była jedyną osobą,
która zdołała pozbierać mnie na nowo w całość. To wspaniała, inteligentna,
kochająca kobieta i nie porzucę tej miłości, tylko dlatego, że jest elfką bez
krztyny cholernej, jakże ważnej błękitnej krwi szlachty i nie może zasiadać na
cholernym tronie. Bo co by ludzie powiedzieli, hańba dla Fereldenu i tak dalej,
i tak dalej. To nie ma zupełnie sensu. Nie zostawię jej nigdy. Rozumiesz?
Nigdy!
To była najbardziej ekspresyjna wypowiedź mojego życia. W kilka
sekund przeszedłem z furii przez miłosną perswazję do krawędzi płaczu na myśl o
stracie ukochanej. Opieram łokcie na kolanach, a ręce na twarzy w złudnej
nadziei, że powstrzymam łzy. Teagan nadal stoi i patrzy z coraz większym
zakłopotaniem.
- Nie mam pojęcia, co robić. Zrozum, serce mówi jedno, a rozum drugie.
Skoro tak nalegasz to, co ty byś wybrał?
- Ja... przykro mi nie mam pojęcia. Może Itharinna... Pójdę po
nią. To inteligentna kobieta.
- Nie, nie chcę, by mnie taką widziała.
- Nie musisz...
Odwracam się w stronę drzwi, w których stoi czarnowłosa, fiołkowooka,
smutna piękność ubrana w cudowną, luźną sukienkę sprezentowaną przez Emona
specjalnie na jutrzejszy Zjazd Możnych.
- Kochanie – szepczę.
- Szłam do swojego pokoju, kiedy usłyszałam podniesione głosy.
Nie chciałam podsłuchiwać, ale słychać was na połowę posiadłości, więc
przyszłam zobaczyć, co się stało. – mówi smutno, podchodząc w moją stronę.
Siada również po turecku przede mną, przytulając mnie na pocieszenie. Kolejny
powód, aby ją kochać.
- To ja was zostawiam. – Teagan wychodzi.
- Nie zostawię cię – zaczynam, kiedy wyszedł. - Anorze przypada
tron w równym stopniu co mnie. Śmiem twierdzić, że nawet w większym, bo jest
już królową za sprawą Cailana – prawowitego władcy. Jak zauważył Tevinterczyk
jestem tylko bękartem. Mogę zrezygnować z tronu, ale nie z ciebie. - ukochana
odsuwa twarz na wyciągnięcie ramion, cały czas patrząc mi głęboko w oczy.
- Ale musisz zostać królem. Proszę, zrób to dla mnie. To
rozsądne. Tak powinno być.
- To żadne argumenty. Dlaczego tak ci na tym zależy?
- Jeżeli Anora sama umocni swoją władzę, Strażnicy nie odzyskają
honoru. Loghain nadal będzie opowiadać głupoty o Ostagarze, szerzyć nienawiść
do Orlais i ponownie wypędzi Szarą Straż z Fereldenu. Masz racje, że uwięzienie
Anory to jakoś zła farsa. Dlaczego się tego nie trzymasz? Tu aż śmierdzi na
kilometr spiskiem. Na dodatek handel elfami niewolnikami z obcowiska i aprobata
dla czynów Rendona Howa. Nie wmówisz mi, że to sprawiedliwe?
- Andrasto, nie mam takiego zamiaru.
- A więc zostań królem.
- A co z małżeństwem? Wiesz już, że prawnie jest nieuniknione.
Anora też się z tym zgadza.
- Jestem gotowa do poświęcenia. Jeżeli to pomoże tysiącom ludzi,
jestem gotowa nawet zginać. Kiedyś mówiłeś tak samo. Pamiętasz jeszcze? - pyta
się z bólem, krzywiąc twarz.
- Tak, pamiętam tak samo dobrze, jak twoje Dołączenie. Kiedy
przeżyłaś, byłem najszczęśliwszym człowiekiem świata. Chwile spędzone razem,
walki, to jak mnie powstrzymujesz przed rzuceniem się na tę sukę Morrigan. To
dla mnie więcej znaczy niż tron.
- A więc chcesz być egoistą? Tego się po tobie nie spodziewałam.
Bądź wreszcie racjonalny.
Wstaję z wrażenia i idę w stronę kominka. Nie wiedzieć czemu
dopiero ten argument przekonuje mnie do racjonalnego myślenia. Ojciec może i
był idiotą, ale jednego mu nie brakowało. Poświęcenia i miłości do ojczyzny.
Zabił Kartiel, bo zrozumiał racjonalność wyboru. Muszę zrobić podobnie. W końcu
zacząć myśleć głową, a nie sercem.
- Masz rację – przyznaję po dłuższej chwili, nadal wpatrując się
w ogień. – Widzisz tę książkę pod ścianą? To jedyny prawdziwy egzemplarz o
życiu Marica Theirina. Uważam, że był głupcem, ale dla królestwa zawsze chciał
najlepiej. Zrozumiał, że musi zabić swoją ukochaną Katriel, bo Loghain i Rowan
odkryli, że trudni się jako orlezjański szpieg, że musi poślubić Rowanę, matkę
Cailana... Tak. Jak zawsze masz rację. Musimy być racjonalni. Musimy to
zakończyć...
Itharinna
Ostatnie słowa wiszą w powietrzu, przygniatając swoim ciężarem.
Mięśnie twarzy układają się do płaczu.
Jeszcze nigdy nie doświadczyłam takiego uczucia. Co innego
propozycja, a co innego wcielenie jej w życie. Wiem, że to nie żart. Wspólnie z
drużyną postanowiliśmy nigdy nie żartować z poważnych spraw. Nawet Zevranowi i
Oghrenowi się udaje.
Pamiętaj to twój pomysł. Przeczuwałaś,
że do tego dojdzie. Byłaś na to przygotowana, więc o co chodzi? Usilnie powtarzam w myślach, chcąc zachować zwyczajową
racjonalność i spokój, lecz serce boli cholernie.
Alistair odwraca się. Powieki ukochanych bursztynowo-miodowych
oczu ledwo powstrzymują łzy. Widać w nich wielki ból. Dla Ali'ego kończy się to
zniewoleniem do końca życia. Ja po tym wszystkim mogę wrócić do klanu i przyjąć
oświadczyny Tellena, choć to tylko przyjaciel, do którego kompletnie nic nie
czuję. On będzie musiał przystać ze zdrajcami, przez których zginął Duncan. Był
dla niego jak ojciec i przyjaciel jednocześnie.
- Ja już chyba pójdę – mówię cichym, nieswoim, łamiącym się
głosem. – Jest już późno, a Zjazd zaczyna się dość wcześnie.... – Tak naprawdę
nie chcę, aby widział moje łzy. Powoli wstaję z posłania i ledwo trzymając się
na nogach, zmierzam w stronę drzwi. Na korytarzu dobiega mnie praktycznie
niesłyszalne błaganie:
- Zostań. Proszę. Zostań tę ostatnią noc, zanim świat stanie na
głowie, zmieniając życie w koszmar. Ostatni raz bądźmy szczęśliwi.
Zasypiamy, ciesząc się dotykiem i ciepłem swoich ciał na mokrej
od łez poduszce.

Jakie to smutne, a przed oczami ciągle moja biedna, porzucona elfka :c
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że jakoś im się ułoży. Pff, jakie mam nadzieje? Musi im się ułożyć, innej opcji nie widzę ;3
Ja też mam podobnie. Cóż, na razie mam nadzieję na nawrót weny :)
UsuńNie jestem fanką pierwszoosobowej narracji, szczególnie z różnych punktów widzenia. Ale muszę przyznać, że całość mi się podoba. Fajnie napisane, dużo emocji, co bardzo lubię i czego do dnia dzisiejszego staram się nauczyć.
OdpowiedzUsuńJak napisałaś na grupie z pytaniem odnośnie akapitów i znalazłam Twojego bloga, tak jak radziłaś innej dziewczynie - pod regulaminem. To byłam troszkę zaskoczona - że tu pusto i cicho! Liczyłam na długą historię :D Mam nadzieję, że cały czas coś piszesz :D Nie ukrywam, że uwielbiam DA i chętnie czytam FF!
Zauważyłam brak kilku przecinków, na bank gdzieś przed jednym 'lecz', a reszty chwilowo nie mogę wypatrzeć.
I nie jestem pewna, co do kropek przy dialogach. Przy mówieniu, krzyczeniu kropka jest dopiero po całym wersie - czyli jak się kończy 'powiedział, robiąc to i tamto'. W innych wypadkach kropkę się faktycznie stawia od razu po wypowiedzianej frazie.
Mam nadzieję, że pisać będziesz, bo na pewno będę wpadać :D
Pozdrawiam, T. (http://queenoftrolls.blogspot.com/)
Tak. Piszę, ale ciężki mi to idzie. Za uwagi, co do kropek dziękuję. Nadal nie wiem, gdzie się dokładnie je stawia, ale to jest do nauczenia. Mam spore plany dotyczące DA:I lecz czekam na wakacje. Pozdrawiam.
Usuń